City Break,  podróże,  weekend

LONDYN

Tower Bridge

Londyn fascynował mnie od bardzo dawna. Moim marzeniem było wyjechać do Anglii, do Londynu żeby zobaczyć Big Bena, Tower Bridge, czerwone budki telefoniczne i napić się herbatki five o’clock. Odkąd pamiętam uwielbiałam wszystko co angielskie: humor (nie do końca zrozumiały ;)), język (też czasami trudny do zrozumienia;), seriale i piłkę nożną. Tak, kocham angielski football 🙂 i to do tego stopnia, że potrafiłam uronić łzę, kiedy po pechowych karnych z Portugalią Anglicy odpadli z turnieju MŚ w 2006r.

Czerwone autobusy :))

I wyobraźcie sobie, że dopiero teraz udało mi się odwiedzić to miasto?? Sama nie wiem jak to możliwe, tak blisko, tak tanio (loty w promocji) i tak łatwo. Jak byłam na studiach i otworzyli granice to wielu moich znajomych poleciało do Anglii, głównie do pracy, niektórzy zostali do dnia dzisiejszego. A mi jakoś tak nigdy nie było po drodze… No ale co się odwlecze… 😉 Postanowiliśmy z Kamilem uczcić w Londynie naszą 10 rocznicę ślubu. Nawet fajnie się złożyło, że akurat w tym roku na przełomie maja i czerwca przypadał długi weekend.

Wyjechaliśmy tylko we dwoje, choć szczerze mówiąc nie była to łatwa decyzja, zwłaszcza dla mnie. Ja po prostu nie lubię podróżować bez Blanki. Czytałam, że czasami trzeba wyrwać się gdzieś bez dzieci, tak tylko we dwoje i że to podobno higeniczne 😉 No więc sporządziłam testament, załatwiłam Blance opiekę (na wypadek katastrofy lotniczej), zaangażowałam obie babcie, dziadka i wszystkie ciocie i… wcale, ale to wcale nie poczułam się lepiej 🙁 na szczęście sama zainteresowana była spokojna i nie widziała żadnego problemu w tej krótkiej rozłące. Polecieliśmy więc na nasz pierwszy City Break…do Londynu 🙂

London Eye

Jak dostaliśmy się do Londynu z Warszawy?

Uwielbiam latać

Do Londynu z Warszawy możemy polecieć Lotem, Wizzairem i Ryanairem i w zależności od tego, którego przewoźnika wybierzemy wylądujemy albo na Luton albo na Heatrow albo na Stansted. My lecieliśmy z Modlina Ryanairem. Do Modlina dojechaliśmy własnym samochodem, ale wcześniej wykupiliśmy MEET&GREET za 35 zł za dwie doby w Lider Parking. Podjechaliśmu pod lotnisko, skąd pracownik parkingu odebrał nasze auto, a po powrocie w tym samym miejscu nam je oddał. Lądowaliśmy na lotnisku Stansted, a stamtąd do Londynu dojechaliśmy busem National Express. Bilety na busa kupiliśmy wcześniej przez internet.
Niestety nie obyło się bez opóźnień i stresu. Kilka dni wcześniej odwołanych zostało kilkanaście lotów ze względu na szalejące burze nad wyspą i nasz lot, z tego samego powodu, został opóźniony o dwie godziny. Na szczęście wylecieliśmy i na szczęście National Express zaakceptował nasze bilety (były wystawione na inną godzinę) i na szczęście recepcja w naszym hotelu była całodobowa, bo dotarliśmy na miejsce dopiero około 4 nad ranem.

Nasz nocleg w Londynie

Tradycyjnie hotel zarezerwowaliśmy poprzez booking.com. Mieszkaliśmy w dzielnicy Stratford w Epsilon Hotel. Bardzo przyjemne miejsce, czysto schludnie z miłym personelem. Śniadania serwowane były w kawiarni znajdującej się na dole hotelu, która po 10:30 otwierała się dla wszystkich.

Dzielnica Stratford

Stratford jest oddalone od centrum Londynu około 40 min metrem, a do stacji metra Stratford Station mieliśmy jakieś 10 min pieszo. Poruszaliśmy się więc komunikacją miejską, głównie metrem, raz zrobiliśmy sobie przejażdżkę czerwonym autobusem 🙂 W automacie na stacji metra zakupiliśmy karty miejskie Oyster, które doładowaliśmy 20 funtami każdą. Kartę wczytuje się wchodząc do metra i wychodząc z niego, a pobierana kwota zależy długości przejechanego odcinka. Niewykorzystane środki do 10 funtów można na koniec pobytu wypłacić z automatu, a powyżej 10 funtów – w punkcie obsługi. Z naszej dzielnicy do centrum Londynu dojeżdżała czerwona linia metra.

Stradford Centre

Po krótkiej drzemce i francuskim śniadaniu ruszyliśmy w miasto… (francuskim, bo dopiero następnego dnia zorientowaliśmy się że typowe angielskie śniadanko trzeba specjalnie zamówić ;)) Pierwszy poranek powitał nas w iście londyńskim stylu. Była mgła, szarówka i padał lekki deszcz – czyli jedna rzecz z mojej chack listy została odhaczona 😉 Oczywiście pogoda nie przeszkodziła nam w zwiedzaniu miasta. A po południu wyszło nawet słońce.

Tate Modern

Borough Market

To w tym miejscu zjedliśmy naszą pierwszą fish and chips 🙂

Fish and chips

W stolicy Wielkiej Brytanii zobaczymy interesujące miejsca bezpłatnie, należą do nich m.in: Muzeum Nauki (Science Museum), Muzeum Historii Naturalnej (Natural History Museum) – podobno niesamowite, British Museum, Tate Modern. Niestety my z nich nie skorzystaliśmy, mieliśmy tak mało czasu, że świadomie zrezygnowaliśmy z takiego zwiedzania. Chcieliśmy skupić się przede wszystkim na samym mieście. Czy żałujemy? Trochę tak, ale nie można mieć wszystkiego, prawda? Dla mnie priorytetem było Londyn obejrzeć, poczuć, posmakować…

Tower Bridge

To najpopularniejsza atrakcja i najważniejszy punkt programu podczas pobytu w Londynie, obok Big Bena oczywiście. Ten most po prostu trzeba zobaczyć.



Tower of London

Kto oglądał „Dynastię Tudorów” ten wie doskonale co to za miejsce. Tower of London to twierdza, więzienie, z którego podobno nie ma ucieczki. Więziona była tu m. in. królowa Anna Boleyn. Obecnie przechowywane są tu liczne zbroje, broń, klejnoty i insygnia koronacyjne.

Buckingham Palace

Tego miejsca chyba nie trzeba przedstawiać, jest to największy na świecie pałac królewski i londyńska rezydencja rodziny królewskiej. O obecności królowej w rezydencji informuje wywieszony na pełnej wysokości sztandar królewski , a gdy królowa opuszcza pałac, sztandar jest zdejmowany. W sierpniu i wrześniu można zwiedzać apartamenty Pałacu Buckingham – wstęp około 20 funtów.

OPACTWO WESTMINSERSKIE I BIG BEN

Najważniejsza świątynia anglikańska, w której dokonywane są koronacje królów Wielkiej Brytanii. Część opactwa stanowi najbardziej rozpoznawalna na świecie wieża zegarowa – Big Ben. Od 2012r nadano jej oficjalną nazwę Elizabeth Tower na cześć 60-letnich rządów królowej Elżbiety. Big Ben jest obecnie remontowany i widać tylko tarczę zegara.

Katedra Św. Pawła

Budowę katedry Św. Pawła ukończono w 1710r. Usytuowana jest w samym sercu London of City i stanowi symbol odrodzenia Londynu.

Kensington gardens

Chyba nie ma osoby, która odwiedzając Londyn nie zajrzałaby do Notting Hill. Na mojej liście również znalazła się dzielnica, której sławę przyniosła komedia romantyczna z Julią Roberts i Hugh Grantem:) Trzeba przyznać, że rzeczywiście pięknie prezentuje się z kolorowymi drzwiami, domami tonącymi w kawiatach i słynną Portobello Road, gdzie wśród licznych starganów i małych sklepiów można znaleźć wiele interesujących rzeczy.

Portobello market

Chinatown

Kolorowa dzielnica, gdzie można zjeść pyszne dania kuchni azjatyckiej w przystępnych cenach. Nie mamy za dużo zdjęć z tego miejsca, ponieważ deszcz skutecznie nas przegonił.

Sklep z M&M

Piccadilly Circus

To chyba najbardziej znany londyński plac z ogromnymi, świetlnymi reklamami.

Trafalgar Square

Na zakupy tylko do Harrods’a 😉

Londyn nocą

Król Lew – największa niespodzianka wyjazdu

Z okazji naszej 10 rocznicy ślubu Kamil przygotował dodatkową niespodziankę. Tajemniczy był do samego końca, czyli do momentu kiedy znaleźliśmy się pod Lyceum Theatre. Dopiero wtedy pokazał mi, że ma bilety na musical Król Lew. Jest to chyba najdłużej grany musical brodwayowski. Premiera odbyła się w 1996, a już w 1998r. przedstawienie otrzymało wiele nagród i wyróżnień. Widowisko jest oszałamiające, niesamowicie magnetyzujące i porywające. Największe wrażenie zrobiła na mnie rewelacyjna scenografia, zachwycające kostiumy no i fenomenalny śpiew. Jak będziecie mieli okazję to skorzystajcie, serdecznie polecam, jest to fantastyczne przeżycie.

Mimo że mieliśmy tylko weekend na poznanie Londynu, to uważam, że jest to wystarczający czas, żeby poczuć ten londyński klimat 🙂 Osobiście jestem Londynem zachwycona, zauroczona i tak jak pisałam wcześniej zafascynowana. To była miłość „bez wejrzenia”, zakochałam się zanim zobaczyłam to miasto, a na żywo to uczucie się tylko pogłębiło. Co tu dużo mówić uwielbiam Londyn, uwielbiam czerwone autobusy i budki telefoniczne, uwielbiam fish and chips zjedzone na targu i piwo pite pod pubem na stojąco, uwielbiam spacery nad Tamizą i infrastrukturę rowerową, uwielbiam królową i wszystkie „must see” Londynu, uwielbiam Notting Hill i Harrods’a… Londyn to jest moje miejsce!

2 komentarze

  • Daria

    Świetny artykuł! Aż chce się spakować walizki i ruszać! Jak na razie Londyn to też moja miłość „bez wejrzenia”… Może kiedys! Pozdrawiam!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *