Krabi

Krabi to niewielkie, spokojne miasteczko położone w prowincji Krabi nad rzeką o oryginalnej nazwie – Krabi. To swoista baza wypadowa na wiele okolicznych wysp m.in. na popularną wyspę Ko Phi Phi, „niebiańską” Maya Bay czy rajską Railay Beach. Zazwyczaj turyści spędzają tu jedną noc i ruszają dalej, ale nie my. Travelińscy postanowili, wbrew regułom, zostać 5 nocy co spotkało się ze zdziwieniem i konsternacją obsługi hotelu. No może samo Krabi nie grzeszy pięknością i wielkością, ale ma wiele zalet, które można poznać zostając dłużej. Czytaj dalej Krabi

Nasza Koh Lanta – totalny chillout, kokos i słonie

Koh Lanta Yai to dosyć duża wyspa znajdująca się na południowo-zachodnim wybrzeżu Tajlandii. Od północy Lanta Yai sąsiaduje z oddzieloną wąskim kanałem wyspą Lanta Noi. Wyspę zamieszkuje około 20 tys. mieszkańców z czego większość to Muzułmanie. Na Koh Lantę dopłynęliśmy z Koh Lipe szybką łodzią, tzw speed boat. Niestety nie pamiętam jaki był koszt tego środka transportu, pamiętam za to niesamowitą prędkość i cudowne widoki po drodze (np latające ryby:)) Czytaj dalej Nasza Koh Lanta – totalny chillout, kokos i słonie

Biegowy Potop Szwedzki

 

Biegowy Potop Szwedzki – sportowa rywalizacja biegowa zorganizowana w cudownych okolicznościach skandynawskiej przyrody. Impreza przygotowana przez Stena Line Polska we współpracy z bloggerami biegowymi. Jest to rejs promem z Gdyni do Karlskrony i z powrotem, z dwoma noclegami na statku, śniadaniem w postaci szwedzkiego bufetu (jakżeby inaczej ;)) i całym dniem na szwedzkiej ziemi. Do wyboru w tym roku były trzy trasy przełajowe o długości 5, 10 i 15 km umiejscowione w rezerwacie przyrody Långasjönäs około 65 km od Karlskrony. Ja startowałam na dystansie 10 km.  Czytaj dalej Biegowy Potop Szwedzki

Siedlisko Sobibór – „Wsi spokojna, wsi wesoła!”

 

Jeśli marzy Wam się odpoczynek z dala od miejskiego zgiełku, jeśli chcielibyście dać pooddychać swoim płucom odurzająco-czystym powietrzem, oczom popatrzeć na różnorodne odcienie zieleni, a żołądek napełnić smacznym, domowym jedzeniem – to mam dla Was miejsce idealne.

Sobibór – niewielka wioska położona w województwie lubelskim, nad Bugiem u styku granicy ukraińskiej, białoruskiej i polskiej. Po wpisaniu Sobibór w wyszukiwarce pierwsze informacje dotyczą obozu zagłady, który znajduje się niedaleko wsi, ale nie będę skupiać się tu na historycznych i bolesnych wydarzeniach tego regionu. Skupię się na siedlisku, w którym spędziliśmy intensywnie regenerujący weekend. Czytaj dalej Siedlisko Sobibór – „Wsi spokojna, wsi wesoła!”

Koh Lipe – nie taka rajska wyspa…

Koh Lipe to taka mała rajska wyspa położona na południowo-zachodnim obszarze Tajlandii niedaleko granicy z Malezją . Polecili nam ją znajomi, którzy byli w Tajlandii rok wcześniej. Mieli spędzić na Koh Lipe kilka dni, a zostali dłużej. Przekonał ich biały, gładki piasek, lazurowa woda i słońce, a do tego brak natłoku turystów. Dali nam też namiary na właściciela hotelu Blue Tribes, ponieważ przez ten czas jaki tam byli zdążyli się z nim zaprzyjaźnić.  Ponad to hotel był uroczy, składał się z kilku drewnianych bungalow rozmieszczonych jakby w ogrodzie i znajdujących się blisko plaży. Zarezerwowaliśmy więc jeden z tych domków, nie przez booking.com jak to czynimy zazwyczaj, ale poprzez wiadomość mailową. Co, jak się później okazało, nie było najlepszym posunięciem. Czytaj dalej Koh Lipe – nie taka rajska wyspa…

Bangkok cz.2

Bangkok jest  największym miastem w Tajlandii, w którym żyje około 10 mln mieszkańców. Podzielone jest na 50 dzielnic. Oczywistością więc jest, że w ciągu 6 dni nie zobaczyliśmy wszystkiego, ale staraliśmy się zwiedzić jak najwięcej. Trzeba pamiętać też, że byliśmy z niespełna dwuletnim dzieckiem i mieliśmy na uwadze też jego potrzeby-stąd nasza wizyta w Siam Paragon centrum handlowym, w którym mieściło się olbrzymie oceanarium z m. in. ośmiornicami, rekinami, płaszczkami, pingwinami, krabami, meduzami i innymi gatunkami. To świetna zabawa zarówno dla dzieci jak i dorosłych. Na zwiedzenie Sea Life Ocean World Bangkok trzeba sobie zarezerwować minimum 3 godziny. Dojechać tam można naziemnym metrem – BTS Skytrain, z którego rozciągały się niesamowite widoki na miasto. Czytaj dalej Bangkok cz.2

Kreta 2009

Krety nie trzeba chyba za bardzo reklamować i polecać. Piękne piaszczyste plaże, lazurowe morze, słoneczna pogoda i owoce morza na śniadanie, obiad i kolację – czego chcieć więcej:) Dlatego na mój i Bruna pierwszy lot wybraliśmy Grecję. Bałam się samego lotu, bo zupełnie nie wiedziałam jak będzie. Dodatkowy stres związany był z okiełznaniem 4-miesięcznego bobasa, dopiero co nauczyliśmy się go ogarniać w domowym zaciszu a tu wycieczka, lot, inny kraj, inna kuchnia… ale nasi dzieciaci znajomi twierdzili że najlepiej podróżuje się z dzieckiem karmionym piersią, bo to nie martwisz się butelkami, podgrzewaniem, herbatkami i czy się mleko zepsuje;) Całą resztę organizowało biuro, więc tak naprawdę – czego tu się bać;)) Czytaj dalej Kreta 2009

Fuerteventura 2012

Nasza pierwsza podróż z Blanką samolotem odbyła się prawie rok po stracie synka. Znajomi namówili nas na wykupienie wycieczki w biurze podróży i oderwanie się od trosk dnia codziennego. Wybór padł na jedną z Wysp Kanaryjskich – Fuerteventurę. Jest to druga co do wielkości wyspa archipelagu, którą charakteryzuje najdłuższa linia brzegowa z szerokimi i w większości piaszczystymi plażami. Raczej płaska, o pustynnym krajobrazie z wiatrem znad Sahary jest idealną bazą wypadową dla widsurferów i uprawiających kitesurfing.

Hotel, w którym mieszkaliśmy –  Sotavento Beach Club znajdował się przy najpopularniejszej z plaż – Playa de Sotavento de Jandia. Spędzaliśmy na niej sporo czasu, bo Blanka entuzjastką oceanu nie była, ale piasku jak najbardziej😉 Sam hotel, z tego co pamiętam, był bardzo fajny. Przestronny pokój z aneksem kuchennym, salonem i sypialnią. Znajomi byli za ścianą i mogliśmy wchodzić do siebie wewnętrznymi drzwiami. Nasze „apartamenty” znajdowały się przy basenie, co było bardzo wygodne w przypadku jak się ma dwie roczne miłośniczki pływania. Czytaj dalej Fuerteventura 2012

Bangkok cz.1

Lotnisko w Bangkoku zapisało się w mojej pamięci jako bardzo duże. Po wylądowaniu i odebraniu bagaży jakoś tak bardzo długo szliśmy do wyjścia. Jako transport do hotelu wybraliśmy taksówkę, więc ustawiliśmy się w kolejce i Pani ogarniająca cały ten (wydawałoby się) chaos  zapytała dokładnie dokąd chcemy jechać, zapisała to i jak przyszła nasza kolej i podjechał samochód przekazała karteczkę z nazwą hotelu(tak mi się wydaje) kierowcy, zapakowaliśmy nasze walizki i ruszyliśmy. Muszę tutaj wspomnieć, że naczytaliśmy się i nasłuchaliśmy, że zawsze należy żądać aby taksówkarze włączali taksometr, bo oszukują i możemy nieźle przepłacić. Tak to sobie zakodowaliśmy, że po trzaśnięciu drzwiami samochodu, gdy kierowca powiedział, że kurs kosztować będzie –powiedzmy- 550Bth my kategorycznie zażądaliśmy włączenia taksometru, co też taksówkarz, bez szemrania, uczynił. Jak już dojechaliśmy na miejsce (około 40 km) na wyświetlaczu pojawiła się kwota do zapłaty 500Bth. Stwierdziliśmy, że nie ma co się wygłupiać i olaliśmy te taksometry na resztę wyjazdu. Mieliśmy jeszcze jedną podobna sytuację z taksówkami, w jedna stronę kierowca podał nam kwotę a w druga stronę inny kierowca włączył (sam z siebie) taksometr i różnica wyniosła około 5 zł. No dobrze z jednej strony naciągają, ale dla nas to tylko 5 zł a dla nich dodatkowy posiłek. Staraliśmy się uzgadniać koszt przejazdu przed ruszeniem, ale nie upieraliśmy się na włączanie taksometru. Czytaj dalej Bangkok cz.1