Gruzja – dwutygodniowy roadtrip z dzieckiem

Pierwszy raz polecieliśmy do Gruzji we trójkę w 2016 roku na przełomie września i października. Nie minął rok jak wróciliśmy do Gruzji i tym razem z ekipą 7-osobową w sezonie letnim. Gruzja, tak niestety albo stety ma, że jak raz do niej przyjedziesz to bezapelacyjnie musisz wrócić. Ale po kolei, najpierw opowiem o naszej pierwszej wyprawie.

Widoki w drodze do Mestii

Pomysł odwiedzenia Gruzji wyszedł od naszego przyjaciela. Początkowo mieliśmy wybrać się w dwie rodzinki. Nasze córki miały wtedy po jakieś 3 lata, więc w pierwszej kolejności zaczęliśmy szukać informacji o tym kraju pod kątem bezpieczeństwa. I tu muszę się przyznać, że przez książkę Marcina Mellera „Guamardżos” wyjazd ten zorganizowaliśmy dopiero dwa lata później – wielkie dzięki Redaktorze;)

Nie mogłam wyobrazić sobie podróży z małym dzieckiem do kraju, w którym kierowcy jeżdżą jak wariaci – często pod wpływem czaczy. Do kraju, w którym wszędzie palą papierosy, a myć trzeba się wtedy kiedy jest ciepła woda, a nie wtedy kiedy potrzebujesz. W łazienkach, nawet w eleganckich restauracjach, zamiast kibelka jest dziura w ziemi… Już nie wspomnę o drogach, na których co chwilę mija się kapliczki ku pamięci tych co zginęli… Tyle zapamiętałam ja -„matka-wariatka” z opowieści snutych przez wspomnianego autora we wspomnianej książce;) Chociaż ogólnie książka jest super i zawiera wiele interesujących i, bądź co bądź, zachęcających informacji do wyjazdu do Gruzji.

Myśl o odwiedzeniu Gruzji zakiełkowała w nas i na tyle się przyjęła, że nie było już innej możliwości jak po prostu zrealizować ten projekt.

Jak dostać się do Gruzji?

Polecieliśmy LOT-em, który lata bezpośrednio do Tbilisi. Nie było żadnej promocji i mimo że było po sezonie to w obie strony za naszą trójkę zapłaciliśmy coś około 2 800zł z bagażami. Do Gruzji lata też Wizzair – do Kutaisi. My wybraliśmy LOT, bo wydaje nam się, że mimo wszystko jest wygodniejszy, a w tym przypadku wyszedł niewiele drożej od tanich linii. Jedyna uciążliwość to godziny lotów, bo wylot był około 23:00 (dodatkowo opóźniony), a powrót o 4:00 nad ranem. Cała podróż trwa około 5,5 godziny.

Podróż mijała nam bardzo przyjemnie mimo późnej pory;)

Wypożyczenie auta w Gruzji

Gruzję postanowiliśmy zjechać, obejrzeć, zwiedzić, explorować – całą. Taki był plan. I w tym celu potrzebowaliśmy auta. Nie chcieliśmy stresować się marszrutkami (to takie busiki do przewożenia osób), które były dużo tańsze, ale poza tym miały sporo niedogodności. Trzeba czekać aż zbierze się cały busik, nie wszędzie dojeżdżają, no i – podobno – prowadzą je szaleni kierowcy 😉

W zamyśle mieliśmy offraod w górach, więc do tego potrzebowaliśmy samochodu z napędem 4×4. Kamil znalazł wypożyczalnię Cars4rent.ge i jeszcze przed wylotem zarezerwowaliśmy sobie małe Pajero. Za drugim razem również skorzystaliśmy z usług tej wypożyczalni. Śmiało możemy ją polecić, bo wszystko było w jak najlepszym porządku.

Nasze Pajero 🙂

Przygotowania do wyjazdu

Nasze przygotowywania do wyjazdu wyglądają podobnie, gdziekolwiek byśmy nie jechali. Po pierwsze czytamy o miejscu, do którego się wybieramy, po drugie zakupujemy przewodniki/mapy o danym kraju, po trzecie ja rozrysowywuję (obecnie zaznaczam na mapie Googla) miejsca do odwiedzenia. Na tej podstawie obliczam mniej więcej jaka będzie ilość kilometrów do przejechania i ilość noclegów do zabookowania. Noclegi bookowaliśmy tradycyjnie poprzez Booking.com. Tradycyjnie też przed wyjazdem zarezerwowaliśmy tylko pierwszy nocleg. Później na bieżąco szukaliśmy różnych opcji noclegowych takich jak hotele, apartamenty, hostele czy pokoje.

Nocleg w Stepancminda

Jeśli chcecie zaoszczędzić 50zł na noclegu to zachęcamy do zabookowania pobytu poprzez ten link 🙂

Internet w Gruzji

Roaming w Gruzji jest drogi, więc przede wszystkim korzystaliśmy z wi-fi w hotelach. Jednak było to trochę uciążliwe. Kupiliśmy więc kartę SIM do telefonu i dzięki temu zyskaliśmy numer gruziński i pulę internetu, która wystarczyła nam na cały pobyt. Kartę operatora Geocell kupiliśmy w Tbilisi w podziemnym kiosku przy Placu Wolności. Można ją doładowywać w specjalnych automatach.

Bezpieczeństwo w Gruzji, czyli na co uważać

W Gruzji czuliśmy się bezpiecznie i było bezpiecznie. Nie mieliśmy żadnej sytuacji, gdziekolwiek byśmy nie byli, którą moglibyśmy zakwalifikować do zagrażających nam w jakikolwiek sposób. Spotykaliśmy się raczej z życzliwością i chęcią niesienia pomocy niż z niebezpieczeństwem.

Trzeba jednak w Gruzji uważać. Na przykład trzeba uważać przechodząc przez jednię. Niestety kierowcy nie zatrzymują się żeby przepuścić pieszego chcącego przejść na drugą stronę ulicy. To wygląda trochę jak loteria. Nawet jak już będziecie na środku jezdni to i tak radzimy zachować ostrożność, potrafią przejechać na centymetry od pieszego.

Tak samo jeśli chodzi o jazdę autem po gruzińskich drogach. Panuje tu wolna amerykanka. Wyprzedzanie na trzeciego i jazda pod prąd to normalka. Jednak w tym chaosie jest system i to czego nie ma u nas -kultura jazdy. Nawet jeśli na pierwszy rzut oka tego nie widać to gruzińscy kierowcy szanują się wzajemnie. W trakcie naszych obu dwutygodniowych roadtripów nie widzieliśmy ani jednego wypadku i żadnej stłuczki.

Krowy w Gruzji

Krowy. Szczególnie na drogach trzeba uważać na szwendające się krowy. Są wszędzie, bo też wszędzie mogą być. Nikt ich nie przegania i nikt ich nie przywiązuje. Na początku nas stresowały, ale po jakimś czasie przekonaliśmy się, że jak krowa idzie po jezdni to nie ma zmiłuj, będzie szła. Nie straszne są jej wtedy samochody, ciężarówki i inne przeszkody. A jak się zmęczy to kładzie się, na przykład pośrodku jezdni, i wtedy trzeba ją objeżdżać. Jazda samochodowa wygląda trochę jak jazda na rollercosterze. Wszyscy kierowcy omijają zwierzę, niekiedy wręcz ocierając się autem o nie.

Psy w Gruzji

W Gruzji psy to, zaraz po krowach, najczęściej spotykane zwierzęta bezpańsko wałęsające się po okolicy. Na początku wzbudzały mój niepokój, ale po pewnym czasie zauważyliśmy, że absolutnie nie ma się czego bać. Dowiedzieliśmy się dlaczego w Gruzji tych psów szwenda się tak wiele. Otóż w całej Gruzji brakuje schronisk, więc psy są wyłapywane przez służby i badane przez weterynarzy. Jeżeli pies nie jest agresywny i chory to zostaje zaszczepiony przeciwko wściekliźnie, zakolczykowany i wypuszczony na wolność. Podchodzą do ludzi, bo są przyzwyczajone, że dostają coś do jedzenia.

Jedzenie w Gruzji

Kuchnia gruzińska jest prosta, smaczna i w zasadzie dla każdego (no może z wyjątkiem uczulonych na gluten). W Polsce otwiera się bardzo dużo gruzińskich piekarni, więc nie jest już tajemnicą jak wygląda charakterystyczny gruziński chleb z pieca tone, chaczapuri o różnych nadzieniach czy pierożki-sakiewki zwane chinkali z pysznym rosołkiem w środku. Osobiście zakochałam się w bakłażanach z orzechową pastą i granatami – palce lizać, Kamil polubił gulasze, a Blanka najchętniej zajadała chinkali, a na deser orzechy w winogronowym kisielu, czyli gruzińskie czurczkhele.

chinkali
chaczapuri
Bakłażany z pastą orzechową
Gruziński chleb z pieca tune

My swoje pierwsze chachapuri z serem i mięsem kupiliśmy w małej piekarni w Tbilisi mijanej gdzieś po drodze, a na pierwsze chinkali zatrzymaliśmy się w knajpce przy Moście Pokoju (nie pamiętam nazwy). Wszystko było smaczne. Może nie jakoś wyjątkowo wyśmienite, ale smaczne. Szczerze mówiąc w Gruzji nigdy nie trafiliśmy na niezjadliwe jedzenie. Czasami smakowało nam mniej, często bywało, że wręcz rozpływało się nam w ustach, ale zawsze byliśmy zadowoleni. No może pod koniec pobytu to już troszkę zmęczeni… bo ileż można jeść pierogi i placki z serem?!

Miłośniczka chinkali

Blanka okazała się mistrzem w jedzeniu chinkali, co wcale nie jest takie proste jakby się wydawało. Poniżej krótka instrukcja w jej wykonaniu:

Gruzja. Jak jeść chinkali? Opowiada Blanka 😉

Waluta i ceny w Gruzji

Walutą Gruzji jest Lari: 1 lari= 1,37zł.

Cenowo Gruzja zdecydowanie jest tańsza od Polski. Przynajmniej wtedy kiedy my odwiedzaliśmy Kaukaz, czyli w 2016 i 2017 roku. Najdrożej było w Tbilisi, ale to zrozumiałe, stolica. Na przykład w górach w Mestii za obiad dla 7 osób z przystawkami, daniami głównymi, napojami i karafkami wina domowego zapłaciliśmy około 70zł. Chleb gruziński kosztował jakieś 0,50 lari. Benzyna była tańsza niż w Polsce o jakieś 50%.

Krótkie podsumowanie naszego pobytu w Gruzji

W trakcie pierwszego pobytu przejechaliśmy około 2300km. Byliśmy w górach i nad morzem, przejechaliśmy półpustynię i Gruzińską Drogę Wojenną, piliśmy słoną wodę z Borjomi i wino w jednej z winnic w Kachetii, opalaliśmy się w Batumi i marznęliśmy w Kazbegi. W każdym z tych miejsc objadaliśmy się chachapuri, chinkali, chachapuri i chinkali, chachapuri i chachapuri, chinkali i chinkali… i to wszystko z 5-latką na pokładzie;)

Kolejka linowa w Tbilisi

Nasz pobyt w Gruzji zarówno za pierwszym jak i za drugim razem trwał dwa tygodnie i zaczynał się w – Tbilisi.