"Czas wyruszyć w nieznane!"

Inspiracją do założenia tego bloga stały się nasze podróże po Polsce i reszcie świata. Nazywamy się Trawińscy i jesteśmy 4-osobową rodziną w 3-osobowym składzie. Oto nasza historia…

Marta i Kamil – poznaliśmy się przez internet, a dokładnie poprzez komunikator Tlen. Zwyczajne „Cześć Kamil tu Marta” zaowocowało 6 miesięcznym pisaniem do siebie, następnie spotkaniem w realu no i w konsekwencji ślubem 😉 może teraz to wydaje się banalne i standardowe, ale za moich czasów studenckich, gdy komputer w akademiku to było dobro narodowe, a internetu uczyliśmy się z poradników, to było wielkie WOW😉

Rok po ślubie pojawił się Bruno i staliśmy się, w naszym odczuciu, pełną rodziną. Już we trójkę, jak Bruno skończył 4 m-ce wybraliśmy się na Kretę. Była to zarówno moja jak i Bruna pierwsza podróż samolotem. Zupełnie nie wiedziałam czego się spodziewać, ale czułam raczej podekscytowanie niż lęk. No i okazało się że uwielbiam latać. O niebo bezpieczniej czuje się w samolocie niż w samochodzie.

Z synkiem byliśmy jeszcze nad naszym polskim morzem i na mazurach, gdzie zaczął samodzielnie chodzić.

Kolejnym etapem naszej rodzinnej podróży był zakup mieszkania oraz przyjście na świat córeczki -Blanki. Stanowiliśmy teraz klasyczny model rodziny 2+2 na swoim. Tak naprawdę niczego więcej nie potrzebowaliśmy do szczęścia…

Niestety los bywa okrutny i teraz przejdę do najgorszych chwil w naszym życiu. Gdy Bruno skończył 2 lata i dwa miesiące okazało się, że z pozoru zwykła gorączka może okazać się tragiczna w skutkach. Okazało się, że synka zaatakowała BIAŁACZKA.

Choroba Bruna miała bardzo dynamiczny i nietypowy przebieg. Nie chcę wchodzić w szczegóły, bo w dalszym ciągu jest mi ciężko wracać do tamtego okresu… Zanim zdiagnozowano w 100% białaczkę, po trzech dniach,  trzech szpitalach i niezliczonej liczbie badań…  nasz synek zmarł…

Dlatego napisałam że jesteśmy 4-osobową rodziną w 3- osobowym składzie. Ta tragedia spowodowała przewartościowanie naszego życia o 180 stopni. Wiemy co jest w życiu ważne, staramy się nie przejmować  głupotami, realizujemy nasze marzenia, próbujemy robić różne rzeczy, poznawać nowe smaki, dążymy do tego żeby  nadać naszemu istnieniu  nowy sens – no i niczego nie planujemy.

Blanka – nasza podpora, pocieszycielka i lek na całe zło, a z drugiej strony dziecko, które potrzebuje rodziców „sprawnych” psychicznie, jakkolwiek by to nie zabrzmiało. To dla niej wstawaliśmy rano z łóżka, to dla niej zaczęliśmy się uśmiechać i to dla niej pomału, ale konsekwentnie uczyliśmy się egzystować w nowej dla nas rzeczywistości.

Staliśmy się rodziną wielozadaniową – zaczęliśmy jeździć do pracy na rowerach przez cały rok, braliśmy udział w Poland Bike Maraton  – głównie Kamil, ja natomiast znalazłam radość, satysfakcję, ale też ukojenie w bieganiu – przebiegłam Półmaraton Praski w 2016 roku. Wkręciłam się też w dekorowanie, przemeblowywanie i udoskonalanie naszego mieszkania. Pokochałam styl skandynawski, który systematycznie wprowadzałam do naszego domu:) Inspiracje czerpałam z blogów wnętrzarskich i ze sklepu Ikea. Pokój Blanki, który jest moim oczkiem ukazał się na blogu Hohonie: http://hohonie.pl/z-wizyta-u/podroze-blanki/ taki mój mały sukces:)

Jednakże największą przyjemność i satysfakcję dają nam wyjazdy i to głównie o nich chciałabym żeby był ten blog. Praca na etacie i ograniczone fundusze nie pozwalają nam na całkowite oddanie się tej miłości, niemniej staramy się w miarę możliwości spełniać nasze marzenia podróżnicze.  Do tej pory razem byliśmy w północnej Francji i Paryżu, w Niemczech, Słowacji, Czechach, Fuertaventurze, Krecie, Gruzji i Tajlandii, a wschodnią Polskę zwiedziliśmy na rowerach. Przed nami do odkrycia pozostaje jeszcze duża część kraju, no i … cały świat:)

„I haven’t been everywhere, but it’s on my list”