Krabi

Wat Kaew Ko Wararam

Krabi to niewielkie, spokojne miasteczko położone w prowincji Krabi nad rzeką o oryginalnej nazwie – Krabi. To swoista baza wypadowa na wiele okolicznych wysp m.in. na popularną wyspę Ko Phi Phi, „niebiańską” Maya Bay czy rajską Railay Beach. Zazwyczaj turyści spędzają tu jedną noc i ruszają dalej, ale nie my. Travelińscy postanowili, wbrew regułom, zostać 5 nocy co spotkało się ze zdziwieniem i konsternacją obsługi hotelu. No może samo Krabi nie grzeszy pięknością i wielkością, ale ma wiele zalet, które można poznać zostając dłużej.

Przede wszystkim nie ma natłoku turystów jak w Bangkoku. Spacerując po mieście czuliśmy się tak, jakbyśmy byli tu sami. Niedaleko naszego hotelu codziennie od 17 otwierał się „street food”, gdzie w jednym miejscu można było zjeść pysznego pad thaia, świeżą rybę, kolorowe, smażone na głębokim tłuszczu szaszłyki, kurczaka na patyku i niesamowite owoce morza z różnego rodzaju mulami na czele. Trafialiśmy do miejsca wyglądającego jak swego rodzaju stołówka, czy gar kuchnia, w której mieszkańcy Krabi spożywali posiłki. Zgodnie z zasadą „jedz tam gdzie jedzą tubylcy”, zatrzymaliśmy się na mały obiad. Jedzenie oczywiście było przepyszne i przy tym bardzo proste np. ryż z kawałkami kurczaka i do tego świeżo wyciskany sok. Ponad to wieczorami odwiedzaliśmy nocne markety, gdzie można było kupić w zasadzie wszystko, jedzenie, ubranie, suweniry. Największe wrażenie zrobił na nas weekendowy targ tzw Walking Street Market. To cotygodniowe wydarzenie w Krabi, które rozpoczyna się w piątek, kończy w niedzielę i w tym czasie zamykane są dla ruchu niektóre ulice, na których jest gwarno, gorąco, jest kolorowo, jest muzyka i są niesamowite zapachy świeżo przyrządzanego jedzenia. Naprawdę można kupić tu wszystko, a słowo recykling i hand made nabiera wyjątkowego znaczenia, jak się ogląda, między innymi, cuda wyczarowywane na miejscu z plastikowych butelek.

W samym Krabi warto odwiedzić świątynię Wat Kaew Ko Wararam. Niesamowite, śnieżnobiałe fasady budynków z klasycznym, granatowym wykończeniem dachów przełamują umieszczone wzdłuż schodów złote smoki. Niewielki kompleks, który w krótkim czasie można na spokojnie obejrzeć. Sprawia wrażenie jakby dopiero co został odmalowany, a ta nieskazitelna biel aż bije po oczach. Złota jest zdecydowanie mniej  w porównaniu ze świątyniami w Bangkoku, dlatego wygląd Wat Kaew Ko Wararam jest taki niczym nie zmącony, taki wręcz skromny.

Uwagę przyciągają też oryginalne i nietypowe sygnalizacje świetlne umieszczone na niektórych skrzyżowaniach.

Nasz spokojny i leniwy pobyt w Krabi zakończyliśmy praniem, najedzeniem się na zapas – chociaż podobno się nie da 😉 i klasycznym thai massage u dyplomowanej masażystki. Nawet Blanka skorzystała z masażu, po tym jak zrobiła awanturę, że Pani dotyka mamę;)

Thai massage

Jednego dnia wybraliśmy się na zorganizowaną wycieczkę na te pobliskie, niebiańsko-rajskie plaże… ale o nich i przygodzie z małpami w następnym wpisie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *