Biegowy Potop Szwedzki

 

Biegowy Potop Szwedzki – sportowa rywalizacja biegowa zorganizowana w cudownych okolicznościach skandynawskiej przyrody. Impreza przygotowana przez Stena Line Polska we współpracy z bloggerami biegowymi. Jest to rejs promem z Gdyni do Karlskrony i z powrotem, z dwoma noclegami na statku, śniadaniem w postaci szwedzkiego bufetu (jakżeby inaczej ;)) i całym dniem na szwedzkiej ziemi. Do wyboru w tym roku były trzy trasy przełajowe o długości 5, 10 i 15 km umiejscowione w rezerwacie przyrody Långasjönäs około 65 km od Karlskrony. Ja startowałam na dystansie 10 km. 

Pierwszy raz wyjechałam sama za granicę, bez pozostałych Travelinskich:) wybrałam się w ten rejs w doborowym towarzystwie czterech babek: ulubionej sąsiadki i jej zwariowanych koleżanek z pracy. Zapoznanie odbyło się już na dworcu w Warszawie, bo właśnie pociągiem dojechałyśmy do Gdyni, gdzie odwiedziłyśmy plażę, morze i zjadłyśmy późny lunch w Contrast Cafe, a następnie taksówką podjechałyśmy pod prom. A tu odprawa, odebranie kart pokładowych, wejście na statek i poszukiwania kajuty. Zostawiłyśmy bagaże i zaczęłyśmy zwiedzać ten pływający blok. W tzw międzyczasie odebrałyśmy numerki startowe i zaliczyłyśmy spotkanie informacyjne Potopu. Całą noc płynęliśmy i mimo moich drobnych problemów z błędnikiem nie było źle… Źle zaczęło być po przebudzeniu… masakra, ale na szczęście zaraz wychodziliśmy na ląd. Około 9:30 kilkoma autokarami wraz z przewodnikami ruszaliśmy do rezerwatu. Po drodze podziwiałam szwedzkie krajobrazy z moimi ukochanymi czerwonymi domkami w tle i słuchałam ciekawych historii z życia Skandynawów. 

Przed startem strasznie się rozpadało i ochłodziło, ale zapał, energia i wyśmienite humory wszystkich zawodników przepędziły deszczowe chmury i już w pełnym słońcu pokonywaliśmy wybrane trasy:) Pierwszy raz biegłam po leśnym terenie, taką zróżnicowaną, przełajową drogą. Do tej pory biegałam po asfalcie, a w lesie poruszałam się wyłącznie rowerem na Poland Bike Marathon 🙂 Po drodze mijaliśmy owce, biegliśmy obok jezior, przez łąki, las… Niesamowite widoki, które w połączeniu ze świadomością, że jestem w uwielbianej Szwecji, zapewniły mi niezapomniane wrażenia.

A po przekroczeniu mety była radość, zdjęcia, medale i kawa albo herbata na łonie natury. Następnie powrót na statek, gdzie mieliśmy 1,5 h na przebranie się i zjedzenie obiadu. I ponownie autokarami ruszaliśmy do Karlskrony, na wyspę Trosso, tym razem na zwiedzanie. Czasu nie mieliśmy zbyt wiele, dla mnie zdecydowanie za mało, ale jak się nie ma co się lubi… 😉

Wszystko co wiedziałam o Szwecji, o czym czytałam, słyszałam czy widziałam na zdjęciach znalazło potwierdzenie w trakcie poznawania tej uroczej miejscowości. Wszędzie kwiaty, okna z lampkami, świeczkami i innymi bibelotami. Cudowne, drewniane domki z ławeczkami w najstarszej dzielnicy Karlskrony – Björkholmen. Zakochałam się jeszcze bardziej i już zaczynam planować kolejne wakacje…

Karlskrona

Jeżeli mielibyście ochotę przeżyć taką, krótką, ale bardzo intensywną szwedzką przygodę to serdecznie polecam. Jeszcze w tym roku będą kolejne dwie edycje biegowego potopu – wszystkie informacje znajdziecie TU, ale są też organizowane rowerowe potopy, czyli dla każdego coś dobrego 🙂

 

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *