"Czas wyruszyć w nieznane!"

Kreta 2009

Krety nie trzeba chyba za bardzo reklamować i polecać. Piękne piaszczyste plaże, lazurowe morze, słoneczna pogoda i owoce morza na śniadanie, obiad i kolację – czego chcieć więcej:) Dlatego na mój i Bruna pierwszy lot wybraliśmy Grecję. Bałam się samego lotu, bo zupełnie nie wiedziałam jak będzie. Dodatkowy stres związany był z okiełznaniem 4-miesięcznego bobasa, dopiero co nauczyliśmy się go ogarniać w domowym zaciszu a tu wycieczka, lot, inny kraj, inna kuchnia… ale nasi dzieciaci znajomi twierdzili że najlepiej podróżuje się z dzieckiem karmionym piersią, bo to nie martwisz się butelkami, podgrzewaniem, herbatkami i czy się mleko zepsuje;) Całą resztę organizowało biuro, więc tak naprawdę – czego tu się bać;))

Lot, jak można było się spodziewać do najprostszych nie należał. Mój strach wyczuwał Bruno no i cały start, jak się później okazało najfajniejsza część lotu, przebiegł w atmosferze płaczu i nerwów. Powrót za to był już zupełnie lajtowy.

Wyjechaliśmy we wrześniu, więc mega upałów nie było. Temperatura na poziomie 25 stopni w zupełności nas satysfakcjonowała.

Mieliśmy zapewnione jedzenie w hotelu, ale codziennie stołowaliśmy się „na mieście”. A miasto Rethymno z portowymi knajpkami, wąskimi uliczkami, pięknymi zabytkami i ruinami weneckiej Fortezzy poznaliśmy bardzo dobrze. Okolica obfituje w urokliwe miejsca, jest sporo jaskiń, niezwykle malowniczych wąwozów i gajów oliwnych.

Nie należymy do wielbicieli plażowania w dosłownym tego słowa znaczeniu, więc codziennie pokonywaliśmy kilka km plażą z wózkiem i bobasem do miasta. Raz podjechaliśmy komunikacją miejską, bo Kamil dostał zakwasów od pchania wózka po piasku. A wszystko dlatego, że nasze dziecko w aucie zamieniało się we wrzeszczącego potwora. Nie chcieliśmy narażać ani siebie ani Bruna na dodatkowe stresy, więc zrezygnowaliśmy z wypożyczenia auta i zwiedzenia całej wyspy na rzecz spokoju.

Robiliśmy sobie za to długie spacery, delektowaliśmy się pysznym jedzeniem w knajpkach i obserwowaliśmy Greków w ich codziennym funkcjonowaniu. I chociaż pozostał duży niedosyt to nie żałuję ani jednej sekundy, a Kreta jest na pewno do powtórzenia.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.